Nie żyjemy, by umierać…

Kiedy w końcu uświadomimy sobie, że umieranie to nierozłączna część każdego życia, rodzi się w nas pytanie o sens istnienia. Po co w takim razie żyć skoro i tak po tych kilkunastu latach przyjdzie nam odejść z tego świata? Na co te moje i Twoje starania po to, by każdego dnia jakoś przetrwać? Tak… nazywam to przetrwaniem bo wielu z nas ledwo ciągnie koniec z końcem. Wielu z nas dzisiaj nie ma miejsca na tym świecie. Istniejemy ale po co? By jeść, pić, pracować i na końcu zdać sobie sprawę, że to nic innego, jak nic nie znaczące kolejne ziemskie istnienie? A ja wam powiem więcej :

Nie żyjemy, by umierać ale umieramy, by żyć.

My – ludzie, wręcz czasami nie potrafimy zrozumieć, źe to, co przychodzi musi również i kiedyś odejść. Rzucamy się na trumny swoich bliskich, bierzemy leki psychotropowe lub zażywamy alkohol, by przestać czuć ten ból, ale on ponownie wraca i wraca bez końca. Tak ten świat został stworzony, a my jako istoty żywe kończymy swoje istnienie – czasami później, czasami za prędko. Tutaj rodzi się bardzo waźne pytanie. Czy zatem wierzysz w życie wieczne? Jezus nigdy nie powiedział, że zostawi nas samych, ponieważ jesteśmy Jego dziećmi.

Pan powiedział: „Albowiem to dzieło moje i chwała moja — by przynieść nieśmiertelność i wieczny żywot człowiekowi” (Mojżesz 1:39).

Na krzyżu życia

Na krzyżu śmierci tak na prawdę zrodziło się życie. Nabrało ono nowego znaczenia. To Jezus przez własną smierć uczynił nas ludźmi wolnymi, a co ważniejsze ludźmi, którzy otrzymali dar życia wiecznego. Czy to nie właśnie na krzyżu dokonała się obietnica życia wiecznego dla łotra, który wisiał obok Jezusa?

Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: „Czyż ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas”. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: „Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił”. I dodał: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Jezus mu odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju”. ( Łk 23,35-43)

Dzisiaj wdzięczni Panie za Twoją obecność – chcę Ci coś powiedzieć… Nie ważny jest dzień dzisiejszy, nie ważnie jest nawet, że dzisiaj mogę umrzeć… Wiesz co, nawet nie ważne jest wszystko, to co posiadam i mogę posiadać. Nie ważny jest cały mój dobrobyt. Chcę Ci powiedzieć tak samo jak powiedział ten łotr obok Ciebie… Jezu wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swojego królestwa. Każdy z nas jest odpowiedzialny przed Bogiem za własne zbawienie. Jeśli umrzesz, a nie uwierzysz Jezusowi – nikt już nie będzie w stanie zmienić Twojego losu. To Twoja jedyna szansa. Współczesnemu człowiekowi bardzo ciężko przychodzi uwierzyć w coś, czego nie widzi. Już w czasach Jezusa św. Tomasz sam powiedział, że dopóki nie zobaczy na własne oczy, to nie uwierzy…

Tomasza nie było, kiedy Jezus ukazał się innym apostołom. Nie potrafił uwierzyć w nowinę o zmartwychwstaniu. „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę” (J 20,25) – zapowiadał. Dlatego Jezus, gdy ukazał się ponownie, zachęcił Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!” (J 20,27).

Moje wspomnienie

Bardzo często, gdy odchodzi osoba, którą bardzo kochaliśmy, rodzi się w nas uczucie samotności, pozostawienia, pustki, której nie da się w żaden sposób zaspokoić. Jedynie, co mogę Ci dzisiaj powiedzieć drogi czytelniku – głowa do góry. Czy Jezus powiedział już ostatnie słowo? Grób to nie nasze ostatnie miejsce. Zobaczysz! On Sam Ci dał zapewnienie. Czy mógł się mylić? Sam jestem tatą i wiem, że to, co ojciec dziecku powie, to chociażby miał stanąć na głowie, to to zrobi. Nie możemy myśleć w kategorii tu i teraz, bo moje i Twoje życie naturalnie przemija. Tego nie da się zmienić. Jezus zapewnił nas pięknymi słowami : Nie lękajcie się – jestem z wami aż do skończenia świata.

Jezu, dobry pasterzu – wszyscy, którzy odeszli przede mną mieli nadzieję, że sam wyjdziesz po nich w ich ostatnim momencie. Dziękuje Ci za ich obecność. Czasami przecieram moje gorzkie łzy, ale wiem, że u Ciebie są bezpieczni.
Bądź pochwalony mój Jezu. Teraz i na zawsze.

2 komentarze do “Nie żyjemy, by umierać…

  • 30 października 2021 o 15:56
    Permalink

    Panie Redaktorze, czekamy. To będzie idealny materiał na ten czas spotkań z bliskimi, których już nie ma przy nas..

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.