Dlaczego zostałem ewangelikiem?

Nasze istnienie, tutaj na ziemi niesie ze sobą wiele niewiadomych, wiele niespodzianek. Często pod wpływem silnych emocji zmieniamy swoje postępowanie, swoje plany i patrzymy w przyszłość już nie tym samym wzrokiem, co kiedyś. Mój przykład pokazuje jak bardzo można odmienić swoje życie, będąc najpierw samotnikiem, gdzieś tam schowanym w ostatnim rzędzie szkolnych ławek, a następnie romantykiem, rozkochującym i rozpalającym serca innych kobiet, aż po wstąpienie do katolickiego Seminarium Duchownego. Gdybym powiedział, że jestem człowiekiem idealnym – po prostu bym skłamał.

Od dziecka raczej byłem ateistą. Do Kościoła trzeba było mnie wyrzucać siłą, a jak już w Kościele byłem to i tak stałem gdzieś daleko, gdzie nikt mnie nie widzi. Tak bardzo nie lubiłem spędzać tam czasu. Zawsze miałem tysiąc innych wymówek, planów albo nowych gier, które trzeba było dokończyć. Moje dzieciństwo raczej nie zaskakiwało i zapewne po części to, że nie uczestniczyłem w życiu kościelnym, winę ponosi moja rodzina.

Doświadczałem wiele przemocy domowej i nie zawsze był to piękny obrazek cudownej rodziny. Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy moja najukochańsza babcia wypowiedziała dość dziwne dla mnie wtedy słowa : “Na Imię Jezus zgina się każde kolano“. Nie zrozumiałe na pierwszy rzut oka prawda? Najpierw zadawałem sobie wiele pytań na temat, skąd ona w ogóle te słowa zna i skąd one pochodzą. Jeśli będzie Ci źle, czegoś będziesz się bać, wypowiadaj te słowa! – powiedziała. Od tego czasu poczułem, że ktoś może mnie chronić, komuś mogę zaufać.

Pamiętam sytuację, kiedy wybudziłem się ze strasznego koszmaru, przerażony sam w pokoju nie wiedziałem, co mam zrobić. Cicho pod kołdrą padały w kółko słowa : “Na Imię Jezus zgina się każde kolano“, “Na Imię Jezus zgina się każde kolano“…. Wierzyłem wtedy, że złe duchy odejdą, że one boją się Jezusa. Tak było! Wołałem Jego imienia, kiedy nie potrafiłem wytłumaczyć sobie danej sytuacji w jakiś zrozumiały sposób.

Tak zaczęła się moja historia…

Przez całe swoje życie podążałem nie jedną drogą, nie jedna nawet prowadziła w złą stronę. Wiele razy się zgubiłem, wiele razy zatraciłem, myśląc, że wszystko kręci się wkoło mnie. Tak nigdy nie było. Zaczęło mi wiele spraw nie pasować. Jako osoba, która wtedy była jeszcze katolikiem pomału dostrzegałem różnice między ewangelikami i katolikami. I od razu muszę zaznaczyć, że każdy chrześcijanin to nasz brat i nie chcę nikogo negować. Różnice wynikają bardziej ze zmiany sposobu wyznawania danej religii. Oczywiście ogólnie pojęty protestantyzm to wiele odłamów i często innych zasad. Moją drogę zacząłem w kościele ewangelicko – augsburskim (luteranie). Moja decyzja zmiany wyznania była podparta chęcią czegoś więcej. Potrzebowałem mieć najbardziej osobistego kontaktu z Bogiem, jaki tylko mogę sobie wyobrazić. W Kościele katolickim często mi tego brakowało, a zamiast tego często słyszałem : “módlmy się za pośrednictwem Jakuba, Marka, Jana Pawła II”, “módlmy się do Dominika, Łukasza, Augustyna”, a swoje sprawy powierzmy Maryi. Zacząłem sobie zdawać sprawę z tego, że Ci wszyscy święci to przecież wymysł ludzki i tak na prawdę może to nie mieć odzwierciedlenia u Boga.

“Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie“. Jezus sam wyznaczył mi drogę po której powinienem iść. Zdałem sobie sprawę z tego, że nie potrzebuję żadnych świętych, ani wstawiennictwa połowy nieba, aby podążać za Chrystusem.

Marcin Luter

Nie ukrywam, że w decyzji podjęcia przeze mnie zmiany wyznania był też sam Marcin Luter i jego 95 tez.

Szczególnie oburzało go kupczenie odpustami i złorzeczył na wyciąganie pieniędzy od wiernych, jakby „dusze mogły wylatywać z czyśćca, gdy tylko monety zabrzęczą w sakiewce. Luter odwołał się do ducha nauczania Wycliffe’a i Husa, zapewniając, że wiara jest bezpośrednim związkiem człowieka z Bogiem. Nie trzeba do tego mediacji katolickich księży ani pośrednictwa obskuranckich dogmatów, nie mówiąc już o wyciąganiu ostatniego grosza od przestraszonych biedaków. Zbawienie nie jest nagrodą, którą można sobie kupić, ale darem Bożej miłości.

Nie zgadzam się na to, aby za pieniądze można się zbawić. Dzisiejszy Kościół katolicki w mojej subiektywnej ocenie, odbiega od założeń Jezusa Chrystusa i nie może być w takiej postaci przeze mnie akceptowany.

Szczególnie zapadły mi w pamięci niektóre z jego tez :

  • Teza 7: Bóg nie odpuszcza nikomu win, jeśli zarazem nie przywodzi go do upokorzenia się przed kapłanem, jako swoim zastępcą.
  • Teza 36: Każdy chrześcijanin, który za grzechy żałuje prawdziwie, ma i bez listu odpustowego zupełne odpuszczenie kary i winy.
  • Teza 43: Należy pouczać chrześcijan, że ten, kto daje ubogiemu albo wspiera potrzebującego, lepiej czyni, niż gdyby kupował odpusty.
Ja – ewangelik

Kościół ewangelicki kieruje się czterema zasadami :

Sola Scriptura – Jedynie PISMO

Solus Christus – Jedynie CHRYSTUS

Sola gratia – Jedynie ŁASKA, jedynie WIARA

Solum Verbum – Jedynie SŁOWO

Można by wiele pisać na temat różnic między katolikami i ewangelikami, nie mniej jednak nie jest to istotne. Ważne, aby każdy z nas znalazł Chrystusa i kierował się Jego słowami. W liście do Efezjan możemy przeczytać dość znaczące słowa :

Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił.

W Jezusie mamy łaskę zbawienia. Uczynki człowieka, nie mają wpływu na jego zbawienie, świadczą o zmianie, jaka zaszła w jego życiu. Dobrych czynów nie spełnia człowiek po to, by się zbawić, lecz wskutek tego, że został zbawiony; przez dobre czyny wyraża Bogu wdzięczność, utwierdza się w wierze, przekonuje się, że jest na dobrej drodze do Boga, daje wobec bliźnich świadectwo o Chrystusie, ukazuje im jaką moc ma Ewangelia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *